Monday, December 05, 2005

Henryk Czekajewski Wiersze (4,5,6) 1943-44r

CZUJ DUCH!

Zmęczony czuwaniem
Bezsennych nocy i dni
Wieczystym błaganiem
-chmur o grom
O zadośćuczynienie snom
Bacz byś nie legną w nich!

Choć co dzień niebo krwi
Zalewa twarz i mózg
Gradem katowskich rózg
Nadzieje siecze, drwi...
Zatnij się w sobie, znoś!
Boga o siły proś!
Boć świt – tuż ... tuż...lada dzień swoboda zórz
Zalśni -, zetrze łzy
Więc bądź gotowym już...

Słowa tęsknoty na niebie
Pisane bezsilną rozpaczą
Wskrześ!
Niech cię sen nie kolebie...
A choć tysiące łkają, płaczą...
Wierz!

Zielone żyto wydarzeń
Już rośnie, wkrótce zbiór
W miecze przekuj stopy marzeń
By stanąć jak groźny bór...

Po sercach rozpal wici
Chrzciciele już na świecie...
Dobrą nowinę puść w lud
Że wkrótce spełni się cud.

Pst!
Czuj duch
Przykładaj do ziemi słuch
Do ziemi zbroczonej krwią
Co słyszysz?
Grzmi, wali, łomocze mocarny Polski głos
Echa płyną po rosie zaszklonych tęsknotą ócz...
Wzmocnione rytmem krwi
Radosnym niepokojem
Idą!

W oczach świetlane wizje
W uszach radosny tęt...

Szumią zwycięskie skrzydła
Sunie lawina pancerna
Zielony Bałtyk w bruzdach
Czy widzisz?!

Wytęż wzrok
Oczekuj każdego świtu
Wskroś dym, wskroś pył i gruz
Złotego spełnień mitu
Wskroś pobojowisk kurz!


Badaj dale horyzontu
Czekaj z jutrzni z Hellespontu
Hasła z dalekich mórz...

Łzy szczęścia skryj
Serce jak granit...
Jezus! Maria! Bij!

Pomordowanych cienie
Jako twa tarcza, osłona
Z cmentarzysk grobowe kamienie
Podporą
Abyś stać mógł

Czy słyszysz?
Idący z dala zew
Tupot walczących nóg
Żołnierski, dziarski śpiew
Twój złoty róg
Pod krwawy znojny siew!

Przetrzyj, oczy przetrzyj
Ospałość, senność precz!
Ostrz swój stalowy miecz
Baczenie miej

Gdy cię oszczędzi wróg
Gdy da ci dotrwać Bóg
To stań
Na śmierć i życie, bój
Przez krwawy trud i znój!

/ 15.XII. 1943 /



KOLEGOM / 16XII.1043 /

Do was się zwracam poeci, koledzy
By trud na barki gotowi byli wziąć
By być zwierciadłem ludzkiej samowiedzy
Z rodzinnego lnu dla serc sztandary prząść

Rozdzwonić strofy głosami pól i niw
Nasycić wonią lasów, pól i błoni
Pszczelnym ulem prac, upałem, trudem żniw
By Polską tchnęły jak wiosną kwiat jabłoni

Gwiazdy przeznaczeń niech się odbija w nich
Niech drgają, drżą jak w wietrze krzewy bzu
Niech w swoich toniach w głąb skryją blichtr i szyk
Męczeństwo dnia, nie samotnego snu

Z zapachów, z tęczy barw wyrazy lepić
Roztapiać w słońcu i łamać w krysztale
Wiosennych soków prężność w żyły szczepić
Wzrok wbity w ziemię, porwać w jasne dale

Wyciskać w oczach dziecka łzy zachwytu
Złotolity pas tęsknoty z marzeń snuć
Z codziennych zdarzeń i snów błękitu
Zapalać głowy i ideały kuć

Być spragnionemu kubkiem czystej wody
Chrystusem dla szarej, codziennej nędzy
W chacie, w pałacu swoje święcić gody
Dusze chwytać jak złoty błysk pieniędzy

Rozjaśniać chwile beznadzieją dnia i znój
Uwiecznić w bruku zroszonym krwią
Serca we wichrach prowadzić w święty bój
A groby poległych zraszać wspomnieniem, łzą

Dać skazańcowi niepłodność ofiary
Pszeniczne ziarna nadzieje w piersi siać
Zaorać smutki niecić ognia wiary
Wrogom w twarz patrzeć, nie znać, co to się bać

Ale chwilami być jak bat pastucha
Karzący rzemień, co piętnuje, gromi
Karmin ust, naperfumowanie ducha
Co uczuć świętość od skalania broni

Do serc się wdzierać przemocą rozsądku
Honor uczynić nęcącym jak grzech
I zło wypleniać słów wrzątku
Gdy szczęście pryśnie, zostanie wam śmiech

SYLWESTROWE REFLEKSJE
Irenie- wspomniałaś mi, że znajomi zwą Cię Madame Butterfly

Po raz drugi Cię ujrzałem
W tę Sylwestrową noc
Błysnęłaś mi swym drobnym ciałem
Niosąc z sobą gamę woni
Tak jak wiosna, kwiat jabłoni
Dziewiczy czar i moc


Spętały mi dłonie, ręce
Twe oczy tak nie śmiałe
Żem szalał, konał w męce
I myśli miał zuchwale

Szyja -
Jak lękliwego szyja ptaka
Usta –
Jak rozpalone w słońcu mąci
Uśmiech –
Przebudzonego nagle dziecka
Twój jestem dziewczę z Nagasaki

Tęsknota motylem z piersi leci
Trzepocze się w krąg ramion , ust
Falą wezbranej krwi
Ogarnia twarz i żądze nici
Jak światło na wargach gra
Migoce, drga
Wpada w gołębi puch Twych lic
W firanki rzęs, zatoki brwi
Gdzie się zaduma czai lśni
A może łza
Już jest na czole
Zawstydzona bielą tła
W matecznik włosów wzlata, pęta
Dziecięcych marzeń baśń zaklęta
Tęsknotę łka

Z czerni sukni w włosów czerni
Krótki motyli lot
I szczęścia mego sen

Sylwester przebrzmiał, zczełzł
Jak liść uleciał w dal
Wspomnień zostało naręcze
I został tylko żal

Nie nazwij jednak „smutkiem”
Uroku tych chwil niewielu
Zwij je radością, szczęściem
Ty mój słoneczny motylu

Przy Tobie śnił swój maj
Raj młodzieńczych lat
Nie ważny był cały świat
Przy Tobie – Butterfly!

Pierzchła samotność świąt
Usta się zbyły pęt
Kosztując to co raj
Okrutną chciałaś być
Nadziei nie dać żyć
Bądź inną – Butterfly!

Wspomnieniem zdartych przebojów
Bajecznie starych tang
Rozbiję jazz ....? rytem
I wichrem niepokoju
Żałuję ja Jang-cy – kjang

Powstałą pustkę zaludnię
Dźwiękami pieśni południa
Niech Ci tęsknota je śle
Snuj przędzę swoich marzeń
Że mi bez Ciebie źle

O niechże wiersze me
Urocza Cho-cho-san
Będą jak wiśni kwiat
Za Tobą posyłam w świat
Tęsknot moich wian

Ja „Pinkeston” przypadku
Czarowna Cho-cho-san
Za chwil przeżytych czar
Swe wiersze slę Ci w dar
Ja – le Seeond Boholon 3.01.1944
 
/* Google Analytics Script */