Monday, December 05, 2005

Henryk Czekajewski-Wiersze (10,11,12) 1944r--

POPĘD 8.III.1944

Kazano ci przemawiać językiem przyjaźni
Mefistofelesowską uwodzić wymową...
Twarz ci pobielano zadumą księżycową
I wrzucono cię nawet do dziecięcych baśni

Współzawodniczyć pchnięto na startowe pole
Z zaprzysiężoną cnotą zakonnicy, księdza
Chleb za cię zdobywała pospolita nędza
Miłości macierzyńskiej tańczyć w twoim kole

Uświęconaś wiekami uczelnią obłudy
Ostrogami rycerza dla panny, młodzieńca
Nagłym gronem w krainę romantycznej złudy

W buduarze, w jedwabiach, jak chart wietrzysz łowy
Kryjesz się za wstydliwą zasłoną rumieńca
Dziwny i tajemniczy cny popędzie płciowy!


LA CI DAREM LA MANO

Danaś jest mi w natchnieniu
W tej chwili cichej, złotej
Popłochem słownych cieni
W wolne jastrzębie loty

We mgle- słonecznej bieli
Mnie w obłok z Tobą stopić
W otoczu chmur pościeli
Rymem pieszczotą zatopić

Wichrem rozwieję Ci włosy
Serce rozszerzę tęsknotą
Błękitem podbije marzenia
Pod naszą idyllę złotą

Wierszem nauczę cię modlić
Z Bogiem obcować jak z Tobą
Duszy się nigdy nie spodlić
I zawsze, zawsze być sobą

Znienacka lusterkiem zalśnię
Oczy rozerwę zachwytem
Dziecięce zbudzę baśnie
Żyć każę słowem- mitem

Uwiję Ci gniazdo jambem
Słowiczym jazgotem piosenkę
Spondeje me dytyrambem
Wyślę powitać wiosenkę

Na srebrnej nitce sonetu
Zawieszę Cię w tęczach słów
W purpurze, w głębi fioletu
W świetlistym złocie snów

Daktylem zrobię poduszkę
Napełnię ją puchem złudy
Uśmiechem spowiję buźkę
Otworze Elizium cudy

Musnę po Twoich oczach
Łabędziem skrzydłem marzenia
Powiodę Cię po roztoczach
Poetyckiego tworzenia

Ukażę Ci gołębicę me wrzeciona
Na których swe płótna przędę
Gdzie krwią serdeczną podlewam
Natchnienia mego grzędę

Mej samotności stawy
Gdzie się żurawie poją
Gdzie swą tęsknotę koję
Skrzydlate gońce sławy

Błoni, na których igram
Z buńczucznym mym pegazem
Nim pognam nad słów jarem
I burzą bitwę wygram

Pokażę Ci ustronie
Gdzie po wysiłku, znoju
Zaciętym twardym boju
Głowę swą do snu kładę

Gdybyś w moją samotność
Wniosła mi swoje wiano
Ducha swego zalotność
La Ci darem la mano


WYMOWNE – NIEWYMOWNE

Rozsiane jesteście wszędzie
W słońcach, planetach, gwiazdach
W zmysłach, człeczym obłędzie
Po polach w bocianich gniazdach

Toczcie się kołami
Nogami pijanego
Chmur się czepiając skrami
Widziadeł snu boskiego

Poecie, co żyje z wami
Ziemią i absolutem
Nałogiem...bajką... z latami
Wspaniałym w wieczność rzutem

Zalewem bez rozumu
Granica możliwości
Złomem węgielnym tumu
Pod posąg nieśmiertelności

Iście pitagorejska
Drzemie w was harmonia sfer
Arytmia, dźwięczność boska
Och! Sępem wlecieć tam na żer!
 
/* Google Analytics Script */