Monday, December 05, 2005

Henryk Czekajewski WIERSZE (13,14,15) 1944r

BEZ TYLUŁU

Pajęczą tylko nicią
Cieniutką tak jak tiul
Rozewrzeć i rozchylić
„Subline de ridicule”

Zapachem sfrunąć z kwiatu
W słowo się trafne zmienić
Nim dojdzie do rozbratu
Nim w dali się rozcieni

Utrwalić barwy motyli
W słowa się wessać jemiołą
Walać się w kwietnym pyle
I w myśl zaglądać pszczołą

Tęsknoty w pył spopielić
W niebieskim bezobłoczu
Zrozumieć, odczuć, wcielić
Wymowę niemych oczu

Zielenią, brązem – mówić
Błękitem, srebrem – marzyć
Bielą i czernią - łowić
Czerwienią, złotem –parzyć

· --------- -------

Przepływem bijesz w progi
Gdzie czucie się zaczyna
Gabrielem zwiastujesz Boga
Zbliżanie się olbrzyma

Modlitwą z ust się zrywasz
W wyznaniu miłosnym drżysz
W odnowie się ukrywasz
W kolorach tęczy mżysz

Mkniesz samolotu cieniem
Mkniesz, bieżysz, lecisz, migasz,
Jaskółczym gdzieś marzeniem
Straconą młodość ścigasz
W słowiczym brzmisz szczebiocie
W brzęczeniu pszczół na łąkach
W sokolim dumnym locie
W rozkwitających pąkach

W rozwartych oczach dziecka
Co płacze szczęścia śmiechem
W odgłosach, w szkle strumieniem
Co leci w dal z pośpiechem


· ----------------

Wiatry napędzasz orkanem
W Don – Kichotowe wiatraki
Pienistym wolisz bałwanem
W niemocy człeczej wraki

Skradasz się chyłkiem w życie
Po Katarzyny alkowach
I myszą czmychasz skrycie
W Don – Juanowych

W ustach grzesznika zamierasz
W kratek konfesjonału
Swe ślady sprytnie zacierasz
Na stosie grzesznego kału

· ------

Wyrazie przekorny, dziki
Co śmiechem chcesz wypłynąć
Choć Ci sądzone zginąć
Jak w toni głaz, kamyki

Kąkolem chcesz zakwitnąć
Dlatego żeś w pszenicy
Nie chcesz się ściszyć, zmilknąć
Jak hałas na ulicy

· -------
Na gorącym uczynku
Trudno Cię złapać, schwytać
Utrzeć Cię trudno w młynku
O twój rodowód pytać

Po ścianach pająkiem przędziesz
Pamiętne – Mane Tekel
„Lasciate ogni spernza”
U bram dantejskich piekieł

Jaszczurczym pędem znikasz
Wśród traw wyrazów, słów
W podświadomości czyhasz
By w wstędze się zjawić snów

W skrwawionych strzępach, słowach
Giniesz przed filologiem
By jak do Aten sowa
Pakt wziąć z poetą, z bogiem

Stałeś się mą kochanką
Biorę Cię w posiadanie
Krwią pulsującą tkanką
Co mam dziś na śniadanie 9. III.1944


RYM

Wolę słuchać rymowanego galopu konia
Niż poezji bez rymów
J. Słowacki

W rym Cię rzucono jak na pas transmisji
Jak wiotką, barwną, nitkę na wrzeciona
Jak blask kinkietów na wiersz kulisy
Puszczono w strofy- rozwiano po świcie
Hen !W dal! Wraz z myślą klonowe nasiona
Na żyzny czarnoziem poetyckiej wizji

Motylem zwiewnie siadasz na palecie
Zderzasz się w mowie , pospolitej szarej
W stuku pantofli grzmisz nam na parkiecie
Kreślisz melodią swe chwiejne kontury
W nawrotach piosenki zapomnianej starej

Pierzysz rytmowi skrzydła by mógł w chmury
Jak jastrząb głodny wyrwać się na łowy
By w wolnych lotach mógł zdobyć góry
By nigdy niż znał, co to znaczą pęty
By w każdej chwili mógł zjawić gotowy
W fraku, pidżamie, czy w nocnej koszuli

Drżysz na poduszkach lubieżnie przegięty
Kobiece miękki w pełni jasnych dźwięków
Rozfalowany w pięknie w wniebowzięty
Choć już przebiegasz kocimi łapami
Budząc trwóg dreszcze niepokoi, lęków
By grom stoczyć, zwalić jak pień ścięty

Rozchylasz, ściskasz układasz wargami
Myśli co przeszła, zbierasz słów pokłosie
Naszczekującymi się po nocy psami
Brzmisz mi i dzwonisz odgłosem głębokim
Po strofach migasz jak echo po rosie
/i nie zamierasz i nie milkniesz z lami./
II
Szklisz się szybami okien
Rozświetlasz wnętrza, rzucasz w wiersze lśnienia
Na grzbiecie rytmu, przepływasz potokiem
Lecisz przeciągiem, powietrzem i słońcem
Mułem osadzasz w przypływie i natchnienia
W rytm się zanurzasz oddechem szerokim

Wspinasz arkadą, spajasz łukiem końce
Mostem się ścielesz, przenosisz myśl ptakiem
Czepisz się tęczy, mkniesz skrzydlatym gońcem
Błyskasz w przelocie i pędzisz jak wicher
Strofy, zagony, kurzą, dmiesz wiatrakiem
Przemielasz słowa upiorne i skrzące

Samotne słowo, tajemnicze, ciche
Wyjęte z głębin bezwiednego bytu
Rzucone nagle w zadymkę słów, w wicher
Stajesz się ciałem w akordach, w harmonii
Brzaskiem, światłością porannego świtu
Samotne słowo – tajemnicze, ciche

Ciągane siłą w stawach monotonii
Jednakie jak słupy przy trakcie kolei
Choć Tobie być wiosennym splotem woni
Zieloną, świeżą, rozśpiewaną mieszą
Jaskółką zwinną, lub jak wśród zawiei
Słów babie lato, kwietny puch jabłoni

W płaszczyźnie pierwszych stóp stawiony pionem
Strzelasz szczytami, wieżami kościołów
Rozdzwaniasz myślami się spiżowym dzwonem
Nierównym wrzynasz się konturem miasta
I wzbijasz iskrą z tlejących popiołów
Piorunochronem! By myśl ściągnąć tonem

Jest!, masz ją, jak Betlejemska błyszczy gwiazda
Ku której ciągną karawany słów
Jak ptaki, hen, do rodzinnego gniazda
Jak serce w tłumie wśród manifestacji
Jak fale morza gdy zbliża się nów
Kamień Kaaba .Podobłoczna jazda

Wieniec na gmachu po skończonej pracy

POŁUDNIE
Pionem powietrznym padał, pływał
Piekące puchy puszczał w pola
Przestrzenie płaszczył i pokrywał
I parodiował z parasola

W piaskach się płodził, pielił, paćkał
Pełzał, podchodził płazem, platał,
Przesadzał płoty, płaty prosa
Pasem promieni prószył, padał

W pszenicy perzył się piekotą
Posuchą pętał piersi ptasie
I przezroczystą pluł patoką
Parskał jak pegaz na popasie

Piskorzem plątał się w potoku
Patera błyskał i platyną
Płótnił się, pławił po pastwiskach
Przeciągiem płużył, pędził, płynął

Pierścienił się w promieniach, prochach
Pytlował pyłem, bił piętami
Łaszczył podeszwą piersi, plecy
Przewalał, pękał nad brukami

Pikantnie prężył się w pończochach
W pudrze się pławił i plażował
Piegi pepitką pstrzył i paprał
Pąsem jak pejczem policzkował

Pokusą pełzał w podświadomość
Pasteryzował popędliwość
Próżną pruderię prał purpurą
Piżmem podrażniał jak pokrzywą

Popuszczał popręgi popędom
Porywał, ponosił, pożerał
Pajęczą /s/powijał oprzedą
Promieniał, plugawił, /roz/prężał

Pędziwiatr... Pneumatikami
Po /roz/palonych pędził plecach
Pyłem popielił się i plamił
Paliwem pachniał, potem, pracą


Witał wiedźmy i wampiry
Wartko rwące, wiał wirował
Wił, wycinał wyrwanego
Werblem walił, wiwatował

Po watahach się warcholił
Wałachami wsiał, wieżgał
Wikkał, wchłaniał, wkręcał waśnił
Wtykał, wrażał, wężem wślizgał

Z wichrem walczył w walce wręcz
Waltorniami walił, wiał
Nigdy wstecz, nigdy wspak
Wraz, wraz, wcwał, wcwał

Wietrzył wściekle, walił, włóczył
Na wędrówkę wieńcem wron
Wzmagał watrę, wył wydmuchem
Kejby w zwon, hej kiejby w zwon

Wzbijał się wysoko, wzlatał
Wyżej nad wierzchołki Tatr
Włos... wachlarze...w wir
Wiechy... wstęgi... wióry.... w wiaatr

Wsie, wybrzeża i wąwozy
Wydmy, wały- wszystko w bród
Wody, włazy, wszystko wpław
Hej na wschód, na Wschód, na Wschód
 
/* Google Analytics Script */